V Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa 2014 – moje podsumowanie [FOTO]

Wczoraj zakończył się V Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa. Czas więc na podsumowania. Pozwólcie, że zacznę od podzielenia się z Wami moimi spostrzeżeniami co do formy i organizacji festiwalu.

Zacznijmy od tego co chyba budziło największe kontrowersje, a mianowicie zmiany miejsca imprezy z leśnickiego Zamku na Stadion Miejski. Jednym się nie podobał „betonowy klimat” nowego miejsca, inni w przenosinach widzieli same zalety głównie związane z brakiem błota i większą powierzchnią.

Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa 2014 - Pan Teku (6)Fakt jest taki, że nie było aż tak źle, chociaż betonowa sceneria faktycznie przegrywała z przyzamkowym parkiem, a w zielonej strefie rekreacyjnej rządziła KP, która niestety na tle konkurencji nie zachwycała ofertą (po cichu liczyłem na sprowadzenie kilku beczek niefiltrowanego Pilznera – byłaby to jakaś atrakcja). Co do ilości miejsca to może i było go więcej ale ciągle zbyt mało – w „godzinach szczytu” w tłumie ciężko było się poruszać, a w kolejkach do stoisk spędzało się więcej czasu niż zajmowało wypicie jednego piwa (ja rekordowo stałem 45 minut).

Żeby zapobiec „klęsce urodzaju” w przyszłym roku organizatorzy będą musieli pomyśleć o powiększeniu terenu i zaproszeniu jeszcze większej liczby wystawców. Trzeba mieć też nadzieję, że Ci, którzy się wystawiali w tym roku zabiorą większe zapasy – zainteresowanie festiwalem było tak wielkie, że w niedzielę kilka stoisk nie miało już asortymentu, a kilka otworzyło się dlatego, że dotarły „posiłki” nawet z innych województw. Biadolenie na temat niedostatecznej ilości szkła festiwalowego było już wczoraj, więc się nie powtarzam 🙂

Tyle złego, teraz tylko o dobrych rzeczach. Klimat imprezy to nie tylko otoczenie ale przede wszystkim ludzie! Ci jak zwykle dopisali po obu stronach lady. W ciągu trzech dni spotkałem masę spragnionych dobrego piwa znajomych i nieznajomych. Z kolei na wielu, chyba nawet zdecydowanej większości stoisk, za nalewakiem można było spotkać osoby pełne energii i pasji do naszego ulubionego trunku.

Z plusów lokalizacji można wymienić czyste, liczne i w miarę bezkolejkowe toalety stadionu, które wyparły „toi-toie”, możliwość zwiedzenia jednej z trybun Stadionu Miejskiego i nienamakające podłoże (chociaż ubiegłoroczne błoto przez wielu uczestników było wspominane z uśmiechem na ustach).

Jeśli chodzi o ofertę to była naprawdę imponująca i zgodnie z przewidywaniami nie udało mi się spróbować wszystkiego co mnie ciekawiło mimo, że preferowałem pojemność 0,2 l. O tym co udało mi się spróbować na festiwalu i które piwo wywarło na mnie największe wrażenie napisze w osobnej notce, a tymczasem kilka zdjęć, żebyście mogli zobaczyć jak to wszystko wyglądało:

Ze zdjęć wygląda na to, że było fajnie? Było fajnie! Zupełnie nie zgadzam się z komentarzami, że formuła festiwalu się wyczerpała i nie ma potrzeby kontynuowania, bo są we Wrocławiu knajpy gdzie dobrego piwa można napić się na co dzień. Festiwal Dobrego Piwa to wielkie święto piwa i ludzi, którzy kochają dobre piwo! To świetna okazja do promowania dobrego piwa i szczerze mówiąc dziwie się głosom niezadowolenia z tego, że na imprezie było dużo przypadkowych jak to mówią kibice piłkarscy „Januszy”, którzy dopytywali się: co to jest ten Stout, czy AIPA to piwo owocowe albo dlaczego Westvletteren 12 kosztuje 60 zł? Dużo bardziej razili mnie pseudo-znawcy, którzy niemal na hejnał łoili kolejne piwa „byle najtańsze” wprost z butelek, a przy tym wymądrzali się niemiłosiernie jakimi to oni nie są znawcami smaku…

Na koniec WIELKIE PODZIĘKOWANIA dla organizatorów, którzy kolejny rok z rzędu zapewnili trzy dni świetnej zabawy! Podziękowania i pozdrowienia dla wszystkich z którymi udało mi się podczas festiwalu zamienić kilka słów, stuknąć festiwalowym TeKu czy też uścisnąć dłoń!

Z niecierpliwością czekam na informacje o VI Festiwalu Dobrego Piwa i już nie mogę się doczekać maja 2015. Także do zobaczenia za rok we Wrocławiu!

A Wy jak się bawiliście na FDP?

Komentarz [1]

  • koala

    Bartku, Kufelku, zgadzam się w pełnej rozciągłości! Byłam wprawdzie tylko w ostatni dzień (wcześniej praca :(), ale bardzo mi się podobało. Klimat tej imprezy jest szczególny i w żadnej knajpie, w 4 ścianach betonowego pudełka, nie ma podobnego, jak tu pod gołym niebem. Ludzie przychodzą różni, a podstawą jest tolerancja i otwartość. To, co mi się bardzo podobało, to że przychodzili tam ludzie w różnym wieku. Chciałabym więcej takich imprez we Wrocławiu, na których można spotkać zarówno rodziny z małymi dziećmi, młodych, jak i starsze osoby, a wszyscy z bananem na ustach, wspólnie dogadują się i łączą w fajnej zabawie.
    Ja lubię piwo, choć znawczynią tematu nie jestem i też spytałam na jednym stoisku, co to stout, bo nie wiedziałam. No i co z tego?? A to, że teraz już wiem. 🙂 Bo czy nie taka jest właśnie idea tego festiwalu – żeby propagować dobre piwo i wiedzę o nim? Myślałam, że o to w tym chodzi. Smakowanie, dowiadywanie się, wymiana doświadczeń, poznawanie – ludzi i piwa… A przy tym świetna zabawa przy dobrej muzyce. Tegoroczny festiwal był moim pierwszym, ale mam nadzieję, że nie ostatnim. Czekam już na następny i mam nadzieję, że oferta piw będzie jeszcze większa, wystawców też będzie więcej, ludzie dopiszą, a głosy niezadowolenia nie będą miały szansy się pojawić.

    Kufelkami się nie stuknęliśmy, ale nic straconego – do zobaczenia za rok! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *