Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa i Warsztaty Piwowarskie 2018 [WIDEO]

Podobnie, jak przez ostatnie 8 lat, tak i w tym roku nie mogłem odpuścić udziału we Wrocławskim Festiwalu Dobrego Piwa. Oczywiście nie brakowało tu dobrych piw, ale w ostatnich latach jadąc na FDP coraz bardziej nastawiam się na warsztaty piwowarskie, które mają niesamowity klimat, a i to co tam jest serwowane to trunki iście wyjątkowe.

Celebrowanie festiwalu w tym roku zacząłem już w czwartek od wycieczki zorganizowanej przez Pawłów z Piwnego Klubu. Razem z przybyłymi do Wrocławia piwowarami odwiedziliśmy popularne wrocławskie multitapy. Iście królewskie przyjęcie zorganizowali nam Pogromcy, gdzie nie tylko napiliśmy się barley wine o tej nazwie, ale też i spróbowaliśmy 7-letniego sera ślubowskiego i innych smakołyków.

Sam festiwal, trzymał poziom, jak przez kilka ostatnich lat. Piw było sporo, a oferta na tyle bogata, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie. W piątek, nawet już chwilę po rozpoczęciu do najpopularniejszych browarów trzeba było odstać kilka minut w kolejce, ale masakry nie było.

Jeśli chodzi o piwa, to temperatura tego weekendu sprzyjała piciu kwasów i piw lekkich. Festiwal zacząłem od nadrobienia zaległości czyli spróbowania kooperacyjnego lagera Pinty i Łańcuta o nazwie „Kryształ”. Bardzo fajne, lekkie piwo z wyrazistą goryczką.

Jedną z największych ciekawostek, na jaką się skusiłem w piątek była Blada Marija z Piwowarownii. Piwo… pomidorowe. O dziwo nawet smaczne. Pomidor był wyrazisty, objawiał się w postaci sosu do pizzy, skontrowany pikantnymi nutami przyprawowymi.

W ostatnich latach Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa tak naprawdę bardziej kojarzy mi się z Wrocławskimi Warsztatami Piwowarskimi, od których nota bene cała impreza się wzięła. To tu można się napić najdziwniejszych i najlepszych trunków. Często nie tylko piwnych.

W tym roku jeden z piwowarów przyniósł napój z Zimbabwe robiony na bazie sorgo – przedziwna sprawa smakująca trochę mąką, trochę biszkoptami i trochę kefirem.

Sztosem warsztatów był dla mnie miód pitny od Koziołka. Z jakimś owocem, ale nie wiadomo jakim, bo w ciągu ostatnich 4 lat myszy zajęły się etykietą. Z piw na szczególną uwagę zasługiwał RIS z Browaru Zielone Ogrody z Oleśnicy. Wyjątkowości nadawał mu posmak wędzonej śliwki, wędzonej nie w fabryce, ale przez samego piwowara. Świetnie w pamięci zapisało się też piwo z mango od Marcina Gołębiowskiego, które przy panujących upałach było zbawieniem.

9. Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa powoli przechodzi już do historii i z niecierpliwością będziemy teraz czekać na jubileuszową edycję, która mam nadzieję przez numer na przodzie będzie w jakiś sposób wyjątkowa. Z niecierpliwością oczywiście czekam też na kolejne spotkanie piwowarów, aaa zapomniałem wspomnieć, na nie wstęp mają tylko piwowarzy domowi (poza częścią oficjalną, kiedy to już najciekawsze piwa są wypite, a reszta w temperaturach dalekich od ideału) – także jak zaczniecie już teraz ćwiczyć piwowarskie rzemiosło, to jest szansa, że się zobaczymy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *