[St. ERHARD Kellerbier] Gość z samego Bambergu

Kto z piwoszy nie słyszał nigdy o Bambergu? To bawarskie miasteczko jest chyba jednym z najsłynniejszych miejsc piwnych w Europie. Dziś „piwo premium” z niemieckiego „raju piwosza” – St. ERHARD w przezroczystej butelce.

Jakiś czas temu trafił do mojej skrzynki mail od firmy St. ERHARD GmbH. Reprezentujący bamberski browar Mart zapytał czy nie chciałbym być pierwszym polskim blogerem piwnym, który zrecenzuje ich piwo? Moja odpowiedź była oczywiście twierdząca, baa kto by nie chciał być pierwszym „blogerem na księżycu” (+10 do lansu). Po kilku dniach ktoś zapukał do moich drzwi i zawołał Guten Tag! Nie no kurier był nasz-krajowy, ale zostawił przesyłkę opisaną w języku zachodnich sąsiadów.

St. Erhard

Zaglądam do kartonu, a tam uśmiechają się do mnie trzy przezroczyste „bączki”.

St. ErhardST. ERHARD
Browar: St. ERHARD GmbH
Ekstrakt: 12′ plato
Alkohol: 5%

Szczerze mówiąc do tej pory marka St. ERHARD nie mówiła mi zbyt wiele. Ale od czego się ma „wujka Google” i „ciotkę Wikipedię”. Zaglądam i dowiaduję się, że trzymam w ręku „markę luksusową”, która cieszy się popularnością nie tylko na zachodzie ale też i w Azji.

Znalazłem też odpowiedź na pytanie nurtujące mnie od pierwszego zobaczenia butelki – czy przez to przezroczyste szkło do piwa nie wlezie „skunks”? [Jakby ktoś nie wiedział co to sympatyczne zwierzątko ma wspólnego z piwem to w telegraficznym skrócie – skunks to potoczna nazwa aromatu pochodzącego od procesów chemicznych zachodzących od nasłonecznienia piwa a jasnej (np. zielonej butelce)]. No ale i informacje w internecie i sam producent na butelce chwalą się zastosowaniem specjalnej powłoki, która ma chronić trunek przez promieniami UV. Ciekawe…

Samo opakowanie wygląda dość ciekawie. Przezroczysty bączek z nadrukami, a nie klejonymi etykietami może robić wrażenie. Do tego dedykowany kapsel ze świętym (chyba) Erhardem. Na tyłach opowiastka o premium kellerbierze, reinheistgebocie i birlandzie Oberfranken. Mamy też skład, a w nim: wodę, słody: weiner (na polskie to będzie wiedeński), pilsner i Cara-Munich oraz chmiel Tettnager.

St. Erhard Kellerbier

Już przez butelkę widać, że piwo ma kolor pomarańczowy i jest idealnie klarowne – tu odrobina zdziwienia bo wydawało mi się, że kellery są niefiltrowane, a co za tym idzie mętne. Po przelaniu do sniftera pokazuje się dość sporo ładnej, białej piany, która niestety w mgnieniu oka redukuje się do cieniutkiej obwódki.

W zapachu nie ma szału. Trochę karmelu, trochę nut mineralnych, odrobina słodu i lekka nuta korzenna. Skunksa nie stwierdzam więc coś z tym szkłem „Anty-UV” musi być na rzeczy. Po takim wstępie w smaku spodziewałem się czegoś porównywalnego do znanych mi niemieckich pilsów. A tu zaskoczenie. W pierwszym łyku wczuwam wyraźną karmelową paloność, która z kolejnymi łykami uzupełniana jest nieprzesadzoną słodową słodyczą. Goryczka korzenna, średnio-intensywna, krótka – znika praktycznie w momencie przełknięcia. Wysycenie wysokie, ale w tym przypadku jakoś specjalnie nie przeszkadza, to chyba dzięki nagazowaniu keller z Bambergu sprawia wrażenie piwa dość lekkiego.

Ogólnie rzecz biorąc St. ERHARD to całkiem pijalne piwo, raczej „imprezowo-codzienne” niż stricte degustacyjne. Z pewnością różni się od większości popularnych niemieckich lagerów – przede wszystkim tą fajną karmelowo-korzenną nutką oraz wyższą pełnią i ta różnica jak dla mnie zdecydowanie jest na plus.

Komentarz [1]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *