„Państwowa cena piwa” naszym jedynym ratunkiem

Zbliża się koniec wszelkich polskich bolączek. Dzielni panowie z okolic polityki znaleźli rozwiązanie i już teraz nie będzie głodu, bezrobocia, chorób. Wszystko to zostanie zlikwidowane wraz ze źródłem wszelkiego zła: niską ceną alkoholu. Od 2016 roku najtańsze piwo ma kosztować 4 złote, a to wszystko (podobno) dla naszego dobra. Jest się czego bać, a może trzeba się cieszyć (bo cieszyć się nam kazano – ze wszystkiego)?

Zauważyłem, że doniesienia medialne o projekcie Narodowego Programu Profilaktyki Rozwiązywania Problemów Alkoholowych zainteresowały spore rzesze internautów. Większość z nich na swoich „fb-ścianach” ogłosiła pakowanie walizek i ucieczkę z kraju. O dziwo jest też kilka osób, które się z takiego obrotu cieszą – na przykład dla tego, że „będzie mniej pijanych kierowców”. A będzie?

Myślę, że nie! Po pierwsze na razie to jest tylko projekt, więc jeśli jesteście w tej pierwszej grupie odłóżcie walizki, przynajmniej na razie. Żeby taki „nakazo-zakaz” zaczął obowiązywać musi zostać przyjęty przez naszych „kochanych” reprezentantów z ulicy Wiejskiej. A wydaje mi się, że w tej sprawie nie będzie tak łatwo jak z wiekiem emerytalnym, wszak ogólnie pojęty alkohol w niektórych kręgach uważany jest za nasze polskie „dobro narodowe” i próby ustalania niekorzystnej z punktu widzenia konsumenta „państwowej ceny” mogą skończyć się rozróbą co najmniej taką jak przy wprowadzaniu ACTA. Przeważyć mogą jeszcze względy praktyczne: skoro alkoholik krócej żyje to przecież pobierze mniej emerytur z ZUSu.

No ale gdyby jednak udało się przekonać rodaków, że „dla naszego dobra po prostu trzeba”, to czy taki obrót sprawy przyniesie pożądane efekty? Bo jak rozumiem głównym celem jest zmniejszenie spożycia, a nie wyciągnięcie większej kasy z kieszeni przeciętnego Kowalskiego? To czy faktycznie Polak przestanie pić? Czy może popularność zyska zakładka piwo domowe na mojej stronie oraz słynna „Podlaska Szkoła Bimbrownicza”? Polak znany jest z tego, że poradzi sobie w każdej sytuacji.

Europa na Widelcu - Wrocław 2014 (8)A co proponowana strategia „wojny z alkoholizmem” przyniesie fanom piwa rzemieślniczego? Można by powiedzieć, że nic strasznego. Przecież mało kto kupując piwo „craftowe” wydaje na nie mniej niż 4 złote. Ba, myśląc „rozumkiem małego misia” można by nawet rzec, że wzrost cen piwa do „minimum urzędowego” przyczyni się do promocji piw rzemieślniczych, bo przecież te cenę urzędową przekroczyły już dawno, a nie ma co ukrywać – dla wielu polskich piwoszy, którzy nawet liznęli lepszego piwa cena dalej odgrywa ważną rolę„nawet dobre to wasze IPA, ale za jedno takie to ja mam czteropak z Biedry”.

Problemów jest jednak trochę więcej. W sumie to na razie nie powiedziano co ma się dziać z różnicą między dzisiejszym 2,20, a „jutrzejszym” 4 zł za puszkę „ulubionego zwierzątka”. Znając życie, ktoś zaradny wymyśli zaraz jakąś „opłatę zapasową” tak by na stracie konsumenta w żadnym wypadku nie skorzystał producent. A ceny droższych piw też wzrosną, no bo przecież musi być „solidarnie i sprawiedliwie”.

Wśród innych postulatów „krucjaty antypijakowej” jest ograniczenie „knajp” i innych miejsc rozpusty, gdzie sprzedawana jest „szatańska gorzała”. Normalnie „wolny rynek” jak w Ameryce. My Panu powiemy co Pan masz sprzedawać, a czego nie! Może jeszcze przywróćmy sprzedaż od 13:00 i kartki – czasami się zastanawiam po jaką cholerę ta Solidarność obalała „komunę”?

Do tego pewnie ci decyzyjni o tym komu się należy, a komu nie to będą jakieś przypadkowe „Leśne Dziadki”, które jedną miarą potraktują multitapy czy winiarnie dla koneserów, gdzie krzewiona jest kultura spożywania alkoholu co speluny w których pije się na umór. Przecież wszędzie siedzi szatan, niezależnie fermentowany, destylowany, w TeKu czy wyłażący prosto z gwinta!

Propozycją, która mnie najbardziej śmieszy (ale też i straszy) jest jednak zakaz reklamy, według nowych przepisów ma być bardziej restrykcyjny i rozszerzony także na piwo (teraz są odstępstwa). Czyli w sumie może oznaczać wszystko: wywalmy reklamy browarów z gazet i telewizji, ale też zlikwidujmy czasopismo Piwowar, pozamykajmy blogerów, spalmy książki o piwie – przecież to wszystko dzieło podejrzanych typów co chcą rozpić nas i nasze dzieci. Może jeszcze zakażmy wymawiania słów „wódka”, „piwo”, „alkohol”? Jak będzie się udawało, że czegoś nie ma i bardzo w to wierzyło to faktycznie tego nie będzie. Przykład: ustawowo zlikwidowane zostały dopalacze i nie ma problemu… W Polsce w ogóle nie ma dopalaczy. Nie ma też korupcji, nepotyzmu, ubóstwa, bezrobocia czy kolejek do lekarzy.

Po co edukować? Po co informować? Po co wysilać szare komórki? Przecież można zakazać i udawać, że nie ma sprawy? A podziemie się cieszy i rozpoczyna destylację berbeluchy na trzy zmiany – czasu mało, a popyt na flachę bez akcyzy zapowiada się niezły.

2 komentarze

  • Paweł

    To może lud dostanie podwyżkę że każdego będzie stać na czteropak za 16zł……..pozdrawiam

  • Niktwazny

    ‚ustawowo zlikwidowane zostały dopalacze’ – cóż nie zostały , bo nikt nie został do tej pory pociągnięty do odpowiedzialności za sprzedaż środków odurzających nieletnim , wystarczy że nowy środek spoza listy i już jest immunitet <- w stanach ława przysięgłych posłałaby dilera dopalaczy do więzienia lub nawet do celi śmierci w przypadku gdyby ktoś zginął po zażyciu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *