Piwna Praga czyli kilka słów o piwie w czeskiej stolicy

Wycieczka do Pragi bez wypicia kufla piwa jest wycieczką nieudaną. Jak już zapewne część z Was wie w ubiegłym tygodniu miałem przyjemność zwiedzania czeskiej stolicy. W czasie wyjazdu spróbowałem kilku bardzo ciekawych z którymi do tej pory nie miałem do czynienia.

W miejscach typowo turystycznych oczywiście króluje Pilsner Urquell oraz Gambrinus, rzadziej można spotkać Budweisera czy Staropramena. By znaleźć coś ciekawszego trzeba włożyć w wycieczkę trochę wysiłku – efekty mogą być naprawdę ciekawe.

Na tym blogu skupiam się wyłącznie na piwie i odwiedzonych piwiarniach, o walorach turystycznych Pragi możecie poczytać na moim prywatnym blogu, na który serdecznie zapraszam.

„U Kapitana”, ul. Křižíkova, Praha 8 – Karlin

Piwne zwiedzanie Pragi rozpocząłem w pierwszy dzień po porannym spacerze, było kilka minut przed 11, kilka kolejnych knajpek w okolicy dworca Praha Florenc było jeszcze zamkniętych. Mijając dworzec autobusowy, kilka metrów za wiaduktem przy ulicy Křižíkovej trafiliśmy na tętniący życiem przybytek „u Kapitana”. Miejsce bardzo klimatyczne. Przy barze siedziało trzech panów wyglądających na stałych bywalców, przy stoliku obok usiadła młoda dziewczyna o azjatyckiej urodzie, zamówiła cappuccino, a za jakiś czas do baru wbiegł elegancki pan z teczką, który zamówionego „Prazdroja” wypił w ciągu trzech minut i pobiegł dalej.

Ja zdecydowałem się na „dziesiątkę” Gambrinusa – samo piwo nie zachwyca smakiem, jednak da się wypić, na uwagę zasługuje przyzwoita goryczka i sposób podania. „Dziesiątka” to najtańsze piwo jakie wypiłem podczas wizyty w Pradze, a jednak zostało podane z pełnymi „honorami” (oczywiście jak na polskie warunki, w Czechach to standard) czyli w firmowym szkle, z firmową podkładką i piękną czapą piany.

„Restaurace u Rokytky”, Náměstí Dr. Václava Holého 7, Praha 8 – Libeň

Na pierwszy obiad wybraliśmy się do „Rokytky”, firmowej restauracji Svijanego położonej w dzielnicy Libeň kilka kroków od domu w którym mieszkał Bohumil Hrabal. W knajpce od wejścia słychać wesoły gwar – jest środek pory obiadowej, zajmujemy miejsce w pierwszej sali z widokiem na „pipę” z której barman toczy aż 10 rodzajów Svijanego. Kelner przynosi menu i pyta czego się napijemy, zamawiam „kwaśniczaka”, po chwili podchodzi do nas kelnerka u której składamy zamówienie na jedzenie, ja wybrałem tradycyjną czeską Svíčkovą.

Czytałem, że obsługa w tym lokalu jest szybka ale to co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. W porze obiadowej dania wydawane są z kuchni na bieżąco. Svijanski Kvasnicak podany w ładnym, podłużnym firmowym kuflu smakuje bardzo dobrze (dobre połączenie słodu i goryczki uzupełnione „kwaśnicowym” posmakiem). Po obiedzie spróbowałem jeszcze „kwaśnicowego pszeniczniaka”, który był niesamowicie aromatyczny.

Rokitę odwiedziliśmy jeszcze innego dnia w porze wieczornej, na smażony Edam trzeba było poczekać troszkę dłużej niż na „minutkach” ale też tragedii nie było. Wtedy spróbowałem „rezanego” Svijanskiego Fandy, który smakował mi najmniej z całej trójki.

„U Medvídků”, Na Perštýně 7, Praha 1

Praga to miasto browarów restauracyjnych, ja trafiłem zaledwie do jednego (prawdę mówiąc specjalnie ich nie szukałem)  – U Medvídků. W pubie było trochę ludzi, ale nie mieliśmy problemu ze znalezieniem wolnego miejsca. Na początek zamówiłem półciemny leżak Oldgott – piwo pełne w smaku, o wyraźnym aromacie chmielowym – bardzo dobre! Później wypiłem jeszcze mały kufelek jasnego 1466, który był również mi bardzo smakował.

Przy browarze działa sklepik w którym można zakupić firmowe szkło oraz piwo na wynos. Niestety ceny szkła iście „stolicowe”.

„Kulovy Blesk”, Sokolská 13, Praha 2

Kolejne dwa punkty mojej piwnej wycieczki to miejsca, które każdy miłośnik piwa powinien znać! Kulovy Blesk i Nota Bene polecili mi czytelnicy czeskiego bloga pivnirecenze.cz, za co im serdecznie dziękuję!

Do Kulovego Blesu wybrałem się z misją spróbowania piwa z browaru Matuška. W menu był jedynie Matuška Hellcat 22, oczywiście zamówiłem i po chwili dostałem pachnący owocami cytrusowymi kufel złocistego napoju z piękną pianą. Piwo jest bardzo treściwe, nasycone smakiem i goryczką – świetne! Jako drugie zamówiłem American Pale Ale z browaru Valášek. Piwo mniej treściwe niż Hellcat ale również smaczne z fajnymi słodkawymi (karmelowymi) nutami, które występowały obok subtelnej goryczki.

Do Kulovego Blesu na piwo i ostatni obiad zajrzałem jeszcze przed wyjazdem do domu. Na „matuškowym kranie” doszło do zmiany i tym razem można było napić się Matuška California – „dwunastka” chmielona amerykańską citrą i czeskim chmielem żateckim jest lżejsza od Hellcata i zdecydowanie mniej aromatyczna (także od Raptora, o którym w następnym akapicie). Na pożegnanie z Pragą wypiłem jeszcze Únětické 10° – delikatne w smaku i po doznaniach z mocno chmielowymi Matuszkami mało goryczkowe, więc nie pokuszę się o szczegółową ocenę, a przy kolejnej wizycie spróbuję na początku degustacji.

Wspomnę jeszcze o samej restauracji, która ma bardzo fajny klimat, ściany ozdobione są plakatami i kadrami z czeskich filmów oraz różnego rodzaju starymi urządzeniami. Obsługa jest sympatyczna i choć na pierwszy rzut oka tego nie widać bardzo liczna.

Nota Bene, Mikovcova 4, Praha 2

Nota Bene to knajpka utrzymana w stylu nowoczesnym, wszystko nowe i czyste, na kranach piwa z małych browarów czeskich i zagranicznych. Na wstępie zamawiam Matuška Raptor IPA, piwo dostaję w firmowej szklance typu „nonic” – już tylko z tego powodu jestem zadowolony z obecności w tym miejscu. Piwo w smaku bardzo przyjemne, nieco mniej „gęste” od Hellcata, jednak wciąż obfite w goryczkę i cytrusowe nuty w smaku i zapachu.

Kolejnym piwem, które zamawiam jest Schremser Roggen Beer. Zastanawiałem się przez chwilę skąd pochodzi to piwo, moje wątpliwości rozwiewa barman, który odpowiada  że z „Rakouska”. Austriacki „żytniak” niby podobny do „pszeniczniaków”, jednak smak ma trochę inny. Nie ma tu mowy o bananowej słodyczy, piwo jest wytrawne i doskonale zaznacza swój smak nawet po wypitej przed chwilą IPA’ie.

Na koniec wizyty zamawiam jeszcze małego Kocura APA „jedenastkę”, który jest potężnie goryczkowy z przyjemnym słodowym posmakiem, jednak jak na mój gust czegoś mu brakuje. Piwo jest dobre, ale po tym co wypiłem wcześniej daleko mu od „rewelacji”.

Świetna jest natomiast mała szklanka Kocura – chęć posiadania takowej w swojej kolekcji jeszcze bardziej zaostrza mój apetyt na odwiedzenie browaru i firmowego sklepu w odległym o kilkadziesiąt kilometrów od Bogatyni Varnsdorfie.

Potrefená Husa Na Verandách, Nádrazni 43/84, Praha 5

Opowieść zakończę na firmowej restauracji przy browarze Staropramena na praskim Smichovie. Budynek duży z logo browaru, trudno go przeoczyć. Na lewo od głównego wejścia do browaru znajduje się wejście do restauracji. Przy drzwiach wita nas pan, który robi mały wywiad czy chcemy stolik w sali dla palący czy niepalących, czy chcemy jeść czy nie. Po przebrnięciu przez ankietę stojąca obok barmanka prowadzi nas do stolika w nowoczesnym pubie.

Spodziewałem się, że w przybrowarnej restauracji znajdą się jakieś nawiązania do tego, że miejsce produkcji piwa jest bliskie, albo chociaż do tradycyjnej czeskiej gospody. Niestety trochę się zawiodłem.

Sam „czarny” Staropramen to przeciętne lekkie ciemne piwo – bez specjalnych rewelacji, jeden kufel można wypić ze smakiem.

Podsumowując praską wycieczkę od strony piwnej muszę uznać za w miarę udaną. Niestety zabrakło czasu na zwiedzenie większej ilości browarów restauracyjnych, wizyty w tradycyjnej praskiej gospodzie na Żiżkovie, kufla „Prazdroja” w pilźnieńskiej pivnicy na starym mieście czy odwiedzenie Zubatego Psa (z 15-stoma nalewakami). Mam nadzieję, że wszystko to jednak nadrobię podczas kolejnej wizyty w czeskiej stolicy bo w Pradze byłem po raz pierwszy ale mam nadzieję, że nie ostatni!

Więcej o dobrym piwie w Pradze czytaj w kolejnych wpisach w cyklu Jeszcze bardziej piwna Praga.

Czeskie piwo miodowe ale jakby bez miodu Myślałem, że Lidl nie da mi pretekstu do kolejnej recenzji no ale piwa czeskie za uczciwą kasę są w miarę ciekawym tematem. Do zrecenzowania wybrałem o dziwo piwo miodowe, którym jest Kvasar s Medem z...
Z wizytą w Prazdroju Poprzedni weekend był naprawdę szalony! Grupą 9-ciu blogerów ruszyliśmy na podbój Czeskiej Republiki. Pierwszym punktem naszej wycieczki była Praga, a finał wyprawy miał miejsce w piwnicach i na dzied...
ČIPA czyli Kazbek w mojej kuchni Nasi rodzimi rzemieślnicy od jakiegoś czasu "walczą" z PIPĄ, ba sam nawet podjąłem się eksperymentu sprawdzając czy z polskiego chmielu da się "wycisnąć" coś ciekawego. Efekty według mnie są ciekawe, ...

6 komentarzy

  • No zazdroszczę, Praga chodzi mi po głowie od ładnych paru lat, a do tego jeszcze atrakcje piwne. Abstrahując od układu odniesienia mam prośbę o recenzję Pszenicznego Miłosławia, jak dla mnie jest dosyć nietypowym pszeniczniakiem i ciekawym opinii zawodowca 🙂

  • Anonymous

    Kilkanaście lat temu mieszkałem 2 tygodnie na Kriżikowej obok Kapitana. Widzę że nic się nie zmieniło. Piwo nie było tam najlepsze, ale za to lokalik klimatyczny.

    • Bas

      Lokal jest bardzo klimatyczny, w relacji nie wspomniałem o jeszcze jednym ciekawym gościu. Gdy już kończyliśmy nasze piwa do knajpki przyszedł starszy pan, który zamówił coś do jedzenia i małego „Prazdroja”, gdy zobaczył, że bufetowa nalewa mu Gambrinusa, oburzony nakrzyczał na nią i wyszedł trzaskając drzwiami.

  • W Potrefenie Husa trzeba było zamówić zamiast Staropramena, ich Velveta, który obecnie występuje tylko w wersji z beczki.

  • Kierej

    Bar „U Kapitana” na ulicy Krizikova już nie istnieje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *