Polish Master Bartender widziany z pozycji jurora

W ubiegły weekend na zaproszenie polskiego oddziału Pilsnera Urquella maiłem przyjemność gościć w Zielonej Górze, gdzie w samym centrum dorocznego Winobrania odbywał się konkurs Polish Master Bartender w którym rywalizowali ze sobą najlepsi „nalewacze” Pilsnera z Polski zachodniej.

Konkurencję barmanów przyszło mi oglądać z kanapy jurorskiej na której obok mnie zasiedli blogerzy lifestylowi Tomek Matusz (Way of Lifestyle) i Łukasz Podliński oraz przedstawiciel Kompani Piwowarskiej, niestety danych osobowych nie zarejestrowałem 🙁 i krajowy ambasador Pilsnera Patryk Pietrzak z którym miałem okazję poznać się podczas ubiegłorocznej wizyty w Pilznie.

Polish Master Bartender 2014Sama idea konkursu dla barmanów jest świetna. Wśród uczestników widać było, że rywalizacja sprawia im sporo frajdy, z drugiej strony osoby z zewnątrz mogły zobaczyć, że styl picia piwa pod przysłowiową „budką” wychodzi z mody, a żeby być „trendy w piwnym świecie” trzeba przywiązywać uwagę do szczegółów tj. piana, odpowiednie szkło, podkładka zwana „waflem” czy sam sposób nalania („mliko” czyli sama piana smakuje inaczej niż „hladinka” z tradycyjną „czapką na dwa palce”).

Moja rola w konkursie polegała na przyznawaniu punktów. Na ogólną ocenę składały się trzy etapy: autoprezentacja, odpowiedzi na pytania oraz pokaz sztuki barmańskiej. Ostatni element wypadł najlepiej, barmani byli na tyle dobrze przygotowani, że w 9 (na 10) przypadkach dałem maksymalną ilość punktów. Stało się tak m.in dlatego, że ceremonialne sprawdzanie czystości kufla mnie śmieszyło i za ten element przyznawałem punkt każdemu u kogo w „gotowym piwie” nie pływały żadne farfocle.

Nieco gorzej wypadły dwie pozostałe części w których uczestnicy mięli się przedstawić i odpowiadać na zadawane pytania. Wydawałoby się, że osoby, które mają na co dzień kontakt z ludźmi w „luźnej atmosferze” piwiarni będą tryskały humorem i wykażą się sporą kreatywnością. W rzeczywistości tylko kilka wypowiedzi mnie na prawdę zainteresowało i rozbawiło. W większości dało się słyszeć zdania typu: barmanem zostałem trochę przez przypadek, Pilsnera cenię za wspaniałą historię i znakomity goryczkowo-słodowy smak.

Wydaje mi się, że polska szkoła trenerska Pilsnera bardzo mocno stawia na przygotowanie merytoryczne i zapoznanie z tzw. „językiem marki”, trochę zapominając o tym, że barman ma być showmanem. Trochę tak też było w zeszłym roku na międzynarodowym finale, gdzie nasz Tomasz Kapuścik zaprezentował świetne przygotowanie merytoryczne, ale przegrał z sympatycznym „wujaszkiem Frankiem” z USA oraz nadmiernie wesołym reprezentantem Italii.

Z całej dziesiątki reprezentującej Polskę zachodnią (lubuskie, wielkopolskie, dolnośląskie) mi do gustu przypadła trójka barmanów, których z miłą chęcią widziałbym w swoim pubie (gdybym oczywiście miał zamiar taki otwierać). Strasznie się zdziwiłem gdy usłyszałem, że z konkurencji odpadła młoda, ciągle uśmiechnięta barmanka z Zielonej Góry. Pozostałych dwóch moich faworytów przeszło bez żadnego problemu.

Ostatni etap konkursu odbędzie się w najbliższy weekend w Warszawie, a najlepsza dziesiątka z całej Polski w nagrodę pojedzie do Pilzna. Już im zazdroszczę tego widoku:

Fermentacja PilsneraPo zakończonym jurorowaniu mieliśmy okazję bliżej zapoznać się z kranem Pilsnera, który wraz z kolegami blogerami i Łukaszem z agencji Rc2 do wieczora testowaliśmy na wszystkie możliwe sposoby 😉

Kilka słów o Zielonej Górze i samym Winobraniu

Trochę inaczej wyobrażałem sobie imprezę o nazwie Winobranie. W praktyce jest to wielki festyn połączony z jarmarkiem rozciągającym się przez prawie wszystkie uliczki ścisłego centrum. Na straganach można było kupić praktycznie wszystko poczynając od ciepłych gaci i skarpet, poprzez rewolucyjne wyciskarki do cytryn, nietępiące się noże, pistolety na wodę, dania z grilla i oscypki, na dziurawym poniemieckim hełmie kończąc. A wszystko to ozdobione rytmami przeboju „Ruda tańczy jak szalona” i innych hitów krajowego disco.

A gdzie wino? Pomiędzy całą gamą różności było kilka straganów z winem, tak beczkowym, jak i lanym, jednak absolutnie nie był to klimat dla degustatorów.

Ciekawostką może być fakt, że impreza cieszyła się ogromną frekwencją. Miejsca było sporo ale praktycznie przez cały dzień wszędzie panował tłok. W sobotę wieczorem przed Żabką i Biedronką ustawiały się kolejki bo chętnych na zakupy było tylu, że pokończyły się koszyki na zakupy.

Znalezienie stolika w którejś z knajpek w Rynku graniczyło z cudem. Szczęśliwie wolne miejsca znalazły się w Minibrowarze Haust, gdzie udało mi się spróbować fantastycznego Imperial IPA o nazwie Ox Bile, całkiem dobrego Koźlaka i klasyki jaką jest Red AIPA, która szczerze mówiąc kiedyś robiła na mnie większe wrażenie.

Na koniec wielkie podziękowania dla marki Pilsner Urquell za zaproszenie i gościnę oraz dla dwóch Łukaszów i Tomka za miło spędzoną sobotę i niedzielę.

Z wizytą w Prazdroju Poprzedni weekend był naprawdę szalony! Grupą 9-ciu blogerów ruszyliśmy na podbój Czeskiej Republiki. Pierwszym punktem naszej wycieczki była Praga, a finał wyprawy miał miejsce w piwnicach i na dzied...
AIPA za 7 zł działa jak magnes! Czwarta edycja Wrocławskiego Festiwalu Dobrego Piwa już za nami, ale za nim garść wspominek z tej zacnej imprezy chciałbym specjalnie wyróżnić restauracyjny Browar Haust z Zielonej Góry, którego Red A...
hladinka, cochtan, mliko i snyt czyli smak zależy od sposobu nalania W ubiegły czwartek miałem przyjemność uczestniczyć w pokazie nalewania piwa na cztery czeskie sposoby. Jako, że organizatorem pokazu był Pilsner Urquell, na miejscu oczywiście nie zabrakło złocistego ...

2 komentarze

  • Dumnatyszanka

    Tomasz Kapuścik, tak się nazywa barman, który reprezentował Polskę i zajął wysokie, 4 miejsce!

    • Przepraszam za literówkę. Oczywiście Tomasz zajął wysokie 4 miejsce i zaprezentował świetne przygotowanie, niewiele zabrakło a byłby w pierwszej trójce. Widziałem to na własne oczy i gorąco mu kibicowałem 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *