Czy wierzyć piwnym szarlatanom z internetów?

Blogerzy, forumowicze, ratebeerowcy, smakosze, degustatorzy i krytycy. Namnożyło się tego wszystkiego ostatnio w „internetach”. Piją, degustują, krytykują, kłócą się i smarują recenzje gdzie popadnie. Tylko pytanie czy można i czy warto im zaufać?

Na Moim Kufelku raczej staram się nie zanudzać Was tematami związanymi z tzw. „blogosferą”, jednak po przejrzeniu kilku postów na pewnym forum… no oczywiście, że browar.bizie stwierdziłem, że warto ten temat ruszyć, bo pewnie nie tylko tam pojawiają się tego typu opinie o tych co „sieją myśli” na własnym internetowym poletku.

Z niektórych opinii można wywnioskować, że blogerzy to taka grupa niespełnionych celebrytów, co to na piwie w ogóle się nie znają, a nierzetelne i nieobiektywne recenzje piszą tylko po to żeby przypodobać się browarom raz po raz rozsyłającym im w nagrodę darmowe „browce” będące celem tego całego blogowania.

bloger piwny

Z pewnością bloger większą sympatią darzy browar, który wysyła mu swoje piwo do spróbowania, niż taki, co wyzywa od trolli i straszy „problemami” za niezbyt pochlebną opinię. Dostawanie prezentów jest miłe, ale musiałbym chyba być kompletnym wariatem, żeby za jedną czy nawet dwie butle darmowego piwa wychwalać pod niebiosa totalnego gniota bo… nie dostanę następnego…

A co z nierzetelnymi, subiektywnymi recenzjami?

Ten „problem” dotyczy praktycznie prawie wszystkich zamieszczających swoje opinie w internecie, nie tylko na blogach i nie tylko te związane z piwem. Recenzja konsumencka (bo nie udawajmy, że przeciętny internetowy recenzent jest dyplomowanym ekspertem w danej dziedzinie, choć i taki też może się zdarzyć) zazwyczaj jest czymś subiektywnym. Gusta różnych ludzi są różne, każdy z nas lubi trochę inne smaki czy aromaty.

Pewnie nie raz przeglądając opinie na temat jakiegoś piwa na forach, serwisach z ocenami czy różnych blogach zauważacie rozbieżność w ocenach. To samo piwo dla jednego jest za gorzkie, dla drugiego za słodkie, a trzeci jest wniebowzięty „doskonałym balansem”.

Skoro więc piwne recenzje nic konkretnego nam nie mówią po co jest w ogóle czytać? Niektórzy wychodzą z tego założenia, nie czytają i żyją 😉 No ale spora rzesza piwolubnych czasami zerka nie tylko na blogi, ale też ocen RateBeera czy Browar.bizu.

Przyznam się Wam, że ja też. Dlaczego? Czasami po prostu z ciekawości jak inni ludzie ocenili piwo, które mi smakowało albo odwrotnie.

Inne przypadki to te kiedy mam ochotę na jakieś dobre piwo i nie chce mi się bawić w sapera. Pewnie, że mógłbym w ciemno wziąć jakąś swoją ulubioną markę, ale robię to dość rzadko bo jak mam okazję spróbowania czegoś nowego to robię to. Na forach można „wyciągnąć średnią” z opinii. Jeżeli w większości przewija się słowo „kanaliza” to istnieje spora szansa, że dostanę piwo o zapachy ustępu. W przypadku blogów jest trochę inaczej, może nawet łatwiej. Czytając kilka wpisów zapoznajemy się z twórcą i mniej więcej można się zorientować jaki gust ma ten „szarlatan” i odnieść do do naszych odczuć.

Tak więc podsumowując, piwne recenzje z #internetów nie są „prawdą objawioną”. Zawsze trzeba je przyjmować z rezerwą, rezerwą na to, że upodobania recenzenta nie muszą być zgodne z naszymi. Dlatego zachęcam Was do weryfikacji moich sądów i wyrażania opinii w komentarzach, bo to nie prawda, że czytelnik na blogu nie ma prawa głosu!

Komentarz [1]

  • piwożłopJacek

    Czytam blogi właśnie dlatego, żeby dowiedzieć się czegoś o piwie, którego jeszcze nie próbowałem, a czasem, żeby skonfrontować mój osąd z innymi. Nie czytam wszystkich. Jak blogerowi wszystko smakuje, to jakie informacje mogę z tego wyciągnąć? Po dłuższym czasie mam swoich faworytów. Nie obchodzi mnie ich biegłość literacka (rzadka niestety) czy zarost (częsty). Interesuje mnie opinia ludzi, którzy mają podobny gust. To pozwala mi spokojnie wysupłać kilka/kilkanaście PLN bez ryzyka wtopy. Bo tak jak piszesz -recenzje są subiektywne. I dobrze!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *