„Craft-Pils” wraca do łask!

Podobno ten idealny kosztuje mniej niż 3 złote… Oczywiście dziś będzie mowa o starym dobrym pilsie. W ferworze piwnej rewolucji i fascynacji górną fermentacją, nieco zapomniany, przez niektórych uznany za nudny i niewarty uwagi… No ale powraca!

Pilsner powoli powraca na salony piwowarstwa rzemieślniczego. Dawno, dawno temu, kiedy to Atak Chmielu uznawany był z najlepsze polskie piwo, Pierwszą Pomocą czyli czeską dziesiątką według własnej receptury społeczeństwo miłością do jasnego-lekkiego próbowała zarazić Pinta. Wtedy było jeszcze za wcześnie, niedosyt amerykańskiego chmielu i piw innych niż lager sprawił, że bądź, co bądź dobre lekkie piwo od Pinty szybko zniknęło z rynku.

Teraz „era pysznego lagera” ma szansę powrócić. I znów Pinta ma głos! Na FDP zadebiutował Oki Doki – chmielony „bezkompromisowo” czyli tak jak lubię lager nowozelandzki.

Nieco bardziej klasycznie do tematu próbuje podejść Pracownia Piwa, która zapowiada wypuszczenie i chęć utrzymania w stałej ofercie Bohemian Pilsnera. Czekam niecierpliwie, aż kolejne browary rzemieślnicze udowodnią, że pils wcale nie jest tak nudnym stylem, jak niektórzy się spodziewali.

No ale teraz nie o tym. Pozwólcie, że opowiem Wam o mojej przygodzie z tym niedocenionym w niektórych kręgach stylem…

W swojej „karierze” piwowara domowego potrzebowałem dwudziestu pięciu warek górno-fermentacyjnych, żeby dojrzeć do uwarzenia pilsa. Początkowo „wchodzenie” w dolną fermentację uważałem za zbędną. Z czasem jednak pojawiała się chęć uwarzenia jakiegoś lagera. No ale przecież wszędzie piszą, że „dolniak” trudniejszy, gorzej „zamaskować wady” itd. Pewnego marcowego dnia obawy pękły i postanowiłem „zaryzykować”,  zaufałem drożdżom W-34/70 czyli chyba najbardziej popularnemu szczepowi wykorzystywanemu w browarach przemysłowych.

Z racji mojej nieustającej sympatii do południowych sąsiadów wybór padł rzecz jasne na czeskiego pilsnera z dość silnymi polskimi akcentami. Trzon zasypu stanowił słód pilzneński ze Strzegomia, dodatek słodu monachijskiego i odrobina jasnego karmelowego miały za zadanie nadania „krągłości” jedenasto-balingowemu ciału.

Jeśli chodzi o chmiel to oczywiście nie mogło zabraknąć czeskiej odmiany Saaz (znanej jako Žatecký poloraný červeňák), która dodawana w trzech porcjach miała odpowiadać za smak i aromat. Na goryczkę użyłem polskiej Sybilli.

Pils Domowy 1 Nie będę zanudzał Was tym jak przebiegał proces warzenia. Dla niezorientowanych dodam, ze był bardzo podobny do warzenia weizena czy stoutu (fotki do zobaczenia pod linkami).

Przyznam się, że ciągle przy każdej własnej warce na efekty swojego warzenia czekam z niecierpliwością. Tym razem moje oczekiwanie było wyjątkowe i choć dopiero teraz, po ponad 80 dniach leżakowania (tydzień na każdy stopień plato) mogę powiedzie, że piwo jest gotowe, to nie powiem, korzystałem z piwowarskiego przywileju i próbowałem efektów prawie na każdym etapie.

Pils Domowy 3Pierwsze zaskoczenie przeżyłem tuż po fermentacji burzliwej. Przy przelewaniu na cichą oczywiście nie mogłem odmówić sobie „łyka” i żałowałem, że tylko „łyka”. Mój domowy pils smakiem był zbliżony do piwa, którego próbowałem w podziemiach pilzneńskiego browaru, prosto z drewnianej beczki. Widać pils ma w sobie efekt „łał” gdy jest naprawdę świeży!

Wraz z czasem piwo zaczynało się „układać”. W porównaniu do górno-fermentacyjnych warek „dolniaka” od razu można poznać po przejrzystości. Definicja „klarowność” piw dolnej fermentacji to nie jest bujda, one po prostu są przejrzyste nawet przed leżakowaniem! W-34/70 ładnie zbiły się i osiadły na dnie fermentora.

W pełni dojrzałe piwo charakteryzuje się, ładną obfitą pianą i bursztynową barwą. W smaku dominuje intensywna, dla moich znajomych nawet zbyt „hardcorowa” goryczka (obliczeniowo ok. 47 IBU). Fakt jest trochę zalegająca i jeżeli będę warzył kolejnego pilsa zastanowię się czy jako chmielu goryczkowego znów użyć Sybilli, a jak już to czy w takiej ilości. Podbudowa słodowa jest, ale nawet nieco mniej intensywna niż się spodziewałem.

Pils Domowy 2Koniec końców, mimo dość sporych obaw jestem zadowolony z efektów. Najważniejsze jest to, że piwo mi smakuje i podoba się (tak, wygląd też jest bardzo ważny!).

Cieszę się z podjętego „ryzyka” i cieszę się, że za uwarzenie dobrego pilsa chwytają się polscy rzemieślnicy. Dobre, lekkie, sesyjne piwo dolnej fermentacji obok wspaniałych ejli, ip i stoutów jest potrzebne i myślę, że przeciętny polski (świadomy) piwosz powoli do tego dojrzewa!

Piwo owocowe nie musi być masakrycznie słodkie Zawsze wpadali do pubu o tej samej porze. Siadali przy swoim ulubionym stoliku, tym pod ścianą, pod zegarem. Janusz zamawiał kufel jasnego, a dla Grażyny małe, z sokiem malinowym. I dziś zajmiemy się ...
Российское крафтовое пиво czyli kilka słów o piwowarstwie rzemieślniczym w Rosji... Z czym przeciętnemu Polakowi kojarzy się Rosja? Z Putinem, embargiem na jabłka, może trochę z wódką. A piwo? Piwo to oni mają słabe... tak samo jak Amerykanie - powiedział ktoś kto nie miał do czynien...
Gose czyli piwa z solą Gose czyli historyczne niemieckie piwo z solą - do niedawna traktowane było jako ciężka do zdobycia ciekawostka. Dziś za sprawą Browaru Piwoteka możemy spróbować Zacnego Zalcmana, który jest krajową i...

Komentarz [1]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *